niedziela, grudnia 09, 2012

Bajki historia, część VI

Zaklęta w swym pokoiku księżniczka Bajka uległa bezbrzeżnemu poczuciu osamotnienia, jej kocie serduszko pękało z tęsknoty za przyjaciółką, która nie chciała spędzać z nią czasu w samotni. Moje starania aby nauczyć Bajkę chodzić po półkach na balkonie przyniosły tylko taki skutek, że nauczyła się chodzić po poręczy. Dla mnie to wciąż było za mało, zapewne jednak to był jej pierwszy krok ku wolności...Póki co jednak sfrustrowana Bajka sikała gdzie popadło, cały pokój śmierdział moczem. Wstając rano i biorąc czyste ubrania często przekonywałam się, że mam je zasikane. Bajka wchodziła do pudełek z moimi ubraniami (nie posiadam półek na ubrania, ani szafy) i sikała w ciuchy. Kolejnym jej ulubionym miejscem sikania stało się moje łóżko...nie miałam już na czym spać, ani czym się przykrywać, nie nadążałam z praniem, a ona sikała mi na materac....ja wtedy nie byłam świadoma, że ona wie co robi. Kiedy kolejny raz przyszłam do domu i zastałam zasikany materac musiałam znowu zdjąć pokrowiec do prania, ze złością rzuciłam go na schody....i zdębiałam. Bajka spróbowała po nim zejść. Przeżyłam olśnienie! Przecież ona się boi stopni a nie wysokości. Nie trzeba mi było dużo, już następnego dnia pojechałam do sklepu i kupiłam dywanik, który zamontowałam na schodach, przy ścianie. Rozpoczęłam też intensywne zachęcanie do tego aby Bajka zeszła po dywaniku (niestety nie czerwonym). Ponieważ poduszka moja i tak już została przeznaczona na śmietnik to póki co leżała tak w połowie schodów na tym dywaniku żeby Bajka mogła swój (swoich szczochów) zapach czuć też na schodach.
Był 29 maja 2012 godzina 4.38 rano....obudziły mnie dziwne dźwięki dochodzące ze schodów, coś jakby skrobanie, drapanie, dźwięki owe były mi zupełnie obce. Podniosłam głowę, rozejrzałam się po pokoju, w moich nogach (jak zwykle)zwinięta w kłębek i pogrążona w głębokim śnie Coco, obok mnie leży Mania, Buba już nie spała i siedziała przy schodach. Położyłam głowę, dźwięki się powtórzyły a ja zerwałam się jak polana ukropem, z obłędem w oczach bo w pokoju przecież nie było .....BAJKI!!!!!!!! Nie wiem jak ja to zrobiłam, że dorwałam aparat, ale relację z całej tej akcji możecie obejrzeć poniżej. Moje emocje sięgały czerwonej kreski, z tej całej radości, nie bacząc na wczesną porę zadzwoniłam do Eli (dzięki za wyrozumiałość) żeby podzielić się z nią radosną nowiną. Tak to po dziewięciu miesiącach mieszkania na górze Bajka zeszła na dół :D..zeszła i weszła na górę i znowu zeszła i widać było jak się rozkoszuje tym, że może to robić. Samą przyjemnością było patrzenie na jej radość, na to jak rozpoznaje teren na dole. Niby znała przecież pomieszczenia, ale tym razem nie przemykała w strachu, tym razem było widać jak zwiedza wszystko z taką rezerwą pełną ciekawości.
Dziś Bajka nie tylko chodzi, ale biega i gania się po schodach. Zielony dywanik został i służy jako drapak (hahaha!), mam do niego wielki sentyment i pomimo, że jest wątpliwą ozdobą to przypomina mi tą radosną chwilę. Kilka miesięcy później spełnił też rolę asekuracyjną dla Olusia.
Myślę, że nie będzie przesady w tym jak powiem, że ten dzień 29 maj 2012 był dla Bajki przełomowym....
Tak samotnie, acz radośnie bawiła się królewna w swej wieży.

Widok, który sprawiał mi niesamowitą przyjemność, kiedy się tak turlała widać było, że robi to z rozkoszą.
Przynajmniej nauczyła się chodzić po poręczy.

Mój osikany pokrowiec na materac okazał się przepustką do wolności Bajki.

Tu nie chodziło o lęk wysokości, tylko o same schody.
Pochylnia z dywaniku, dla ułatwienia podjęcia decyzji.

Zabawami próbowałam zachęcić Bajkę do zejścia.

To były pierwsze próby.
Dziwne hałasy obudziły mnie o 4.38 ...w pokoju nie było Bajki.... bo Bajka była na schodach.
Tu widać poduszkę, która pachniała Bajką...może to ona sprawiła, że Bajka się zdecydowała na ten krok?
Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie w moją stronę...
...i już była na dole...
...a potem weszła na górę...
...zwiedzanie mieszkania, takiej ciekawości nie widziałam u niej nigdy.
Zachowywała się jakby była tu pierwszy raz.
Teraz nie było już przeszkód nie do pokonania.
A najważniejsze, że znów mogła być blisko Mani.













sobota, grudnia 08, 2012

Bajki historia, część V

Przyszła wczesna wiosna. W pokoju na górze chciałam ułożyć panele. Problemem było jak to zrobić aby nie stresować Bajki? Na wszystko jest rada. Panele układał mój kolega więc mogłam liczyć na jego zrozumienie. Nie wynosiłam wszystkiego tylko tak przesuwaliśmy pudła (bo mebli jeszcze nie posiadam) aby Bajka mogła się cały czas chować. Stosunki między kotkami układały się w miarę poprawnie. Zrobiło się ciepło i rozpoczął się sezon balkonowania. W tym czasie zauważyłam, że Mania wykazuje zniecierpliwienie nachalną miłością Bajki. Zaczęła unikać swojej wielbicielki, parę razy byłam świadkiem jak bije i przydusza Bajkę. Mania miała możliwość unikania towarzystwa, ale Bajka bardzo przeżywała odtrącenie. Tym bardziej dokuczliwe stało się dla niej to, że nie może poruszać się swobodnie po całym mieszkaniu. Balkon nie rekompensował jej braku Maniowego towarzystwa. Bajka jakby zaczęła się wycofywać, a potem znalazła sobie sposób na rozładowanie stresu. Tym sposobem okazało się notoryczne obrywanie firanek. To właśnie od tamtej pory na stałe w pokoju na górze zagościła drabinka. Czasem chciało mi się płakać bo ledwo zawiesiłam firanki, jeszcze nie doszłam do końca schodów i już słyszałam charakterystyczne "trrrrrrrr.." obrywanych firanek. Wiele osób śmiało się i mówiło, że nie wygram z kotem i będę musiała z firanek i zasłon zrezygnować. Nie chodziło mi o wygranie z kotem tylko o fakt, ze od sufitu do podłogi, na całej szerokości pokoju mam okno, przez które wszystko widać i ono musi być zasłonięte. Chcąc nie chcąc skakałam po drabince, a niebieskooka patrzyła na mnie z politowaniem, a może z rozbawieniem po czym znowu zrywała zasłony. Taka sytuacja trwała ze dwa miesiące, dopóki nie znalazła sobie innego sposobu rozładowania stresu, czyli sikania mi na łóżko, pościel, poduszkę. Wiedziałam, że problem leży w schodach, ale jak nauczyć kota schodzenia po nich? Nie pomagały zabawy i zachęcanie do zejścia...ale wpadłam na pomysł....który być może pomógłby Bajce w tej kwestii. Wymyśliłam sobie, że jak zrobię jej na balkonie półki do chodzenia, przypominające schody, to może łatwiej jej będzie zacząć się przełamywać...
Podczas zabaw najdalej zeszła na pierwszy schodek...reszta ją przerażała.

Pomimo względnego spokoju widać było, że Bajka się wycofuje.

Mania swobodnie siedziała na poręczy balkonowej, na którą Bajka nie potrafiła wejść...to poddało mi pewien pomysł.

Samotna nawet na balkonie nie czuła się szczęśliwa.

Żadne zabawki nie zastąpią przecież ukochanej przyjaciólki,

Smutek miała wypisany na pysiu.

Tak bardzo brakowało jej towarzystwa Mani.

Pomimo wszystko należy zauważyć, że postawa Bajki jest zupełnie inna niż kilka miesięcy wcześniej. Kicia chodzi już na prostych łapkach i nawet z podniesionym ogonkiem.

Taki widok zastawałam kilka razy dziennie...trrrrrrrrr...i już okno było łyse.
A gdy była w pokoju dłużej sama, to wyglądało tak...

Mania więcej czasu spędzała na dole zmęczona uwielbieniem Bajki.

Bajka tęskniąc za nią, wyglądał z góry, ale ciągle brakło jej odwagi by zejść na dół.

Do mnie też podchodziła z rezerwą, może uznała, że ja jestem winna jej odtrącenia przez Manię?

Gdy obserwowałam jej zachowanie na balkonie, pomysł, na który wpadłam musiałam zrealizować....
...i tak powstały półki, po których Bajka mogłaby chodzić jak po schodach.
Pomysł wydawał się dobry.

Niestety Bajka nie zrozumiała o co mi chodziło.



piątek, grudnia 07, 2012

Bajki historia, część IV

Życie Bajki toczyło się nadal w obrębie pokoiku na górze. Może to jednak i dobrze bo na tej przestrzeni nieuniknione było ciągłe ścieranie się z innymi kotkami i ze mną. Tak sobie myślę, że gdyby biegała po całym mieszkaniu mogłabym jej całymi dniami nie widzieć gdyby schowała się w jakiejś kryjówce. Na pięterku ilość kryjówek była ograniczona, nigdy jej oczywiście nie straszyłam ani nie wyciągałam z żadnej, ale zawsze wiedziałam gdzie jest. Ten czas był nam potrzebny. Oczywiście do dziś Bajka ucieka przed człowiekiem, przede mną także ale w tamtym czasie chyba jednak zrozumiała, że jestem kimś kto zadba o jej pełny brzuszek, wygodne spanko, a nawet rozrywkę. Tak, tak...właśnie tu po raz pierwszy naprawdę poczuła, że można się bawić i to na dodatek ze mną. W tym czasie Bajka bardzo przywiązała się do Mani, a nawet wręcz uzależniła, zawsze przeżywała gdy Mania była na dole. Najlepiej było Bajce wtulonej w futro Mani. Zadziwiające jak Mania potrafiła znosić Bajkę uczepioną swojego ogona. Wiele razy byłam świadkiem jak Bajka wylizywała Mani futerko po czym układała się, zwinięta w kłębuszek i wtulona w Manię. Śmiałam się, że musi się wkupić w łaski królowej więc "ja ci wyliżę futerko, a ty mi pozwolisz się kochać" stało się mottem życiowy Bajki i nie ma tu pomyłki, Mania po prostu pozwalała się uwielbiać bo sama nie odwzajemniała już tak bardzo tego uwielbienia, tym bardziej, że ta miłość Bajki stała się taka nachalna.  Mania chciała mieć więcej swobody, jej strach osłabł i nawet jak przychodzili goście to Mania przychodziła, pozwalała się głaskać. Ja chciałam ten czas wykorzystać maksymalnie na to aby Bajka mogła mnie poznać i zaakceptować. Karmiłam smakołykami, których jednak nie jadła z mojej ręki, ale za to spała czasem w moim łóżku, na brzeżku, żebym przypadkiem jej nie dotknęła, ale to i tak był duży postęp. Wszystkie zmiany w jej zachowaniu zachodziły bardzo powoli i nie ukrywam, że wiele razy wątpiłam czy uda mi się doprowadzić tą kotkę do takiego stanu aby mogła funkcjonować normalnie w naszym stadzie. Nawet powoli godziłam się z myślą, że ten kot nigdy nie będzie oswojony i na zawsze pozostanie więźniem jednego pokoju. Coraz bardziej było widać, że dla Bajki zaczyna być problemem niemożność zejścia na dół. Kolejna stresogenna sytuacja...prędzej czy później musiało to doprowadzić do nowych problemów.
Tu wyraźnie już widać, że kotka jest dużo spokojniejsza, zrelaksowana, że mniej się boi.

Mogłam do niej się zbliżyć, ale nie dotykać.

To, że pozwalała sobie na brak ciągłej obserwacji mojej osoby dobrze wróżyło na przyszłość.

Największe poczucie bezpieczeństwa dawała jej jednak Mania.

Łóżko stawało się jej królestwem gdzie spała, bawiła się, jadła.

I jak widać nie jest przesadą mówienie, że ciągle musiała mieć obok siebie Manię.

Na szczęście Mania w swym dobrodziejstwie godziła się na Bajkowego rzepa.

Tak wyglądały próby bawienia się z Bajką, ona nie bardzo wiedziała co ma z tym zrobić, czy aby to nie jest jakiś podstęp aby jej zrobić krzywdę.

I ciągle, ciągle była uczepiona swej idolki.

wtorek, grudnia 04, 2012

Bajki historia, część III

Bajka zamieszkała "na pięterku". Pokój był urządzony tak aby miała się gdzie bezpiecznie schować i czym bawić, poza tym miała dostęp do balkonu. Ze wszystkimi tymi dogodnościami musiała się oswajać bo przecież nie wiedziała, że posłanko jest do spania, drapaczek do drapania, myszka do zabawy, a miseczki pełne jedzonka dla niej. Wszystkie te wygody przyjmowała z niedowierzaniem zwierzęcia, które nigdy niczego nie miało dla tylko dla siebie. W tym co ja nazywałam opieką nad nią, ona dopatrywała się podstępu czy aby na pewno jej nie złapię, nie wytarmoszę...może nawet uderzę. Jej niebieskie oczy zawsze obserwowały mnie dokładnie.
 W okolicach października całe stadko pochorowało się okrutnie. Wymioty, biegunki ale do tego stopnia, że Buba aż krwawiła a Mania robiła po prostu pod siebie. Okazało się, że wszyscy mamy lamblie. Wszyscy i ludzie i koty musieliśmy się poddać leczeniu, które trwało bardzo długo. Problem był w podawaniu leków zarówno Mani jak i Bajce, choć tej drugiej o dziwo łatwiej było przemycić leki w ulubionych przysmakach. Mania niestety w tamtym czasie była jeszcze kotem, który panicznie boi się brania na ręce, a gdy chciało się ją przytrzymać strasznie panikowała, stresowała się, pluła, drapała i syczała, wiła się jak wąż. Nawet głaskanie odbywało się na chodząco. Ten kot nie umiał usiedzieć w miejscu, a każda próba jej zatrzymania kończyła się atakiem paniki. Mania też najciężej przeszła atak lamblii, jej trzustka została podrażniona, było nawet podejrzenie o trwałe uszkodzenie. Badania, podawanie leków, wizyty u weterynarza to wszystko powodowało u niej stres, który nie pomagał w leczeniu. Po kilku miesiącach testy wykazały, że wszystkie kotki nie mają lamblii, jednak trzustka Mani obciążona lekami nie funkcjonowała tak jak powinna. Dalsza walka o jej zdrowie głównie polegała na zmianie diety, na którą przeszły wszystkie koty. W okresie kiedy kotki już się lepiej czuły pojawił się nowy problem. Bajka zaczęła być agresywna wobec Buby, zaczęła posikiwać w różne miejsca, wprowadzała nerwową atmosferę w całym stadzie. Coco też zaczęła wykazywać agresję nie tylko wobec futrzaków, również wobec mnie-kilka razy pogryzła mnie bardzo, ale najsilniej reagowała na Manię. Próbowałam rozwiązać problemy kotek sama, ale niestety bezskutecznie....Kolejnym krokiem była pomoc behawiorysty. Pani doktor Kasia, polecona mi przez jedną z czytelniczek tego bloga (całuję Cię Eluniu) poprosiła mnie o odpowiedź na wiele pytań. Pytania dotyczyły nie tylko samych kotek, ale też tego jak żyjemy na co dzień, jak wygląda opieka nad kotami, gdzie każdy kot spędza czas, jak się zachowuje względem nas i innych kotów, jaki jest układ mieszkania i jak rozmieszczone są kuwety, posłania, miski i naprawdę wiele, wiele innych. W odpowiedzi otrzymałam analizę każdej kotki, jej zachowań i zalecenia co powinnam zrobić.
Przed Bożym Narodzeniem 2011r zniknęła drabina i pojawiły się schody. Wspominam o tym, ponieważ byłam święcie przekonana, że Bajka nie umie zejść po drabinie, ale po schodach myślałam, że zejdzie. Niestety tak się nie stało. Bajka nadal była uwięziona na górze. Poziom jej agresji i stresu wzrastał, gdyż traktowała pokój na górze jako swój teren, który ciągle i przed wszystkimi musi bronić. Dodatkowo okazało się, że Bajka ma permanentną rujkę i pozostałe kotki w reakcji na nią też stresują się mocno. Zapadła decyzja o jak najszybszym wysterylizowaniu koteczki bez względu na jej stan psychiczny, który ją wcześniej dyskwalifikował do tego zabiegu. Między świętami a sylwestrem Bajka została poddana zabiegowi sterylizacji. Wbrew obawom, zniosła go bardzo dobrze, jej kondycja po sterylizacji bardzo się poprawiła, miała coraz lepszy apetyt i wyciszyła się. Po zabiegu zamieszkała w łazience, ale tym razem nie w pralce i tylko na czas rekonwalescencji, aby opieka nad nią była łatwiejsza. Chcąc wykorzystać ten czas na bliższe poznanie przeniosłam się do łazienki aby z nią jak najwięcej przebywać. Siedziałam z nią czytając książki i pracując przy komputerze.  Po pięciu dniach można było zdjąć szwy i Bajka.....wróciła na górę, sama tam poszła bo tylko tam była jej zdaniem bezpieczna. Znowu stała się kotką zamkniętą w swej wieży. Myślałam, że podejmie próbę zejścia po schodach, ale najdalej jak się posunęła to zejście na pierwszy schodek.
Mania i Bajka chętnie korzystały z dobrodziejstwa balkonowych spacerów, ale Bajka bała się podejść do siatki. Podejrzewałam, że ma ona lęk wysokości.

Kiedy Mania pozwalała się głaskać Bajka przyglądała się temu z daleka, ale z zainteresowaniem, jakby nie dowierzając, że człowiek nic złego Mani nie robi.

Sama zdobywała się na niewielkie spoufalenie. 

Za to coraz częściej próbowała się bawić.

Często zabawy kończyły się awanturami, Bajka nie wiedziała, że wspólna zabawa też służy rozrywce.

Teorię o lęku wysokości potwierdzało również jej zachowanie z drabiną.

To były jej pierwsze doświadczenia w zabawie wędką.

Sterylizację i rekonwalescencję Bajka zniosła dużo lepiej niż się wszyscy spodziewali. Bardzo potrzebne było jej uspokojenie hormonów, teraz mogła zacząć normalnie funkcjonować nawet w stadzie.

Maksimum jakie osiągnęła Bajka w zejściu po schodach.

poniedziałek, grudnia 03, 2012

Bajki historia, część II

Na fb-ukowej stronie fundacji zobaczyłam zdjęcie pięknej kotki main coon. Zadzwoniłam do Kasi i umówiłam się na wizytę w domu tymczasowym u pani Heni. Wizyta miała charakter poznawczo-informacyjny. Nie wiem co mnie tknęło, ale zabrałam ze sobą transporter. Mania była wystraszona, ale przynajmniej wyszła i zaprezentowała się...Bajka, jeszcze wtedy Belunia długo się opierała przed wyjściem. Siedziałyśmy we trzy na podłodze w pokoju i cierpliwie czekałyśmy aż wystawi pysio zza szafki. Na adopcję Mani byli chętni z Warszawy, niestety nie brali nawet pod rozwagę adopcji drugiej kotki. Ja nie miałam sumienia rozdzielać tak zżytych istotek. Kasia zdecydowała, że jeśli tak to mogę zabrać kotki już tego dnia. Transporter okazał się przydatny. Dość długo trwało wywabianie Bajki z kryjówki, kiedy się udało była prawie północ. Pani Henia i jej dzieci musiały rozstać się z kotkami, szczególnie martwili się o słabą psychicznie Bajkę. Kotka była przerażona, a Mania całą drogę lizała Bajkę jakby jej tłumaczyła- nie martw się, jesteśmy razem, będę się tobą opiekowała.
W domu czekały na nas dwie moje rezydentki: Buba i Coco. Bajka i Mania tymczasowo zamieszkały w łazience. Mania miała jeszcze szwy po sterylizacji, które trzeba było w ciągu kilku dni usunąć więc łazienka była najlepszym wyjściem. Poza tym chciałam ze względu na Bajkę ograniczyć przestrzeń nowego miejsca. Niestety i ta niezbyt duża łazienka okazała się dla niej przerażająco ogromna. Strach przed nieznanym sprawił, że Bajka zamieszkała w pralce, tylko to miejsce wydawało się jej w miarę bezpieczne, bęben pralki zapewne przypominał jej znajomy kąt klatki. Siedziała tam przerażona i pewnie myślała, że oto na powrót jej życie będzie pseudohodowlanym koszmarem. Starałam się zapewnić jej spokój i czas na oswojenie. Po jakimś czasie zaczęła wychodzić z pralki kiedy drzwi łazienki były zamknięte, potem nawet jak ja wchodziłam do łazienki to kotka siedziała np. na koszu na bieliznę. Mania w tym czasie już wychodziła z łazienki i zaczynała spacerować po mieszkaniu, poznawać Bubę i Coco. Drzwi łazienki zostawiałam otwarte i Bajka nieśmiało, za Manią zaczęła wychodzić i również zwiedzać mieszkanie. Zwiedzać to dużo powiedziane...widok był przygnębiający, Bajka prawie się czołgała, poruszała się blisko ścian w panice rozglądając się dookoła, na widok kogokolwiek natychmiast szukała drogi ucieczki. Mieszkanie jest dwupoziomowe, a wtedy jeszcze nie było schodów na górę tylko drabina. Kiedyś Bajka weszła po drabinie za Manią.... kiedy zobaczyła mnie na górze tak się przeraziła, że chciała uciec, nie wiedziała jak zejść po drabinie i skoczyła z wysokości 4m na twardą podłogę z terakoty. Byłam przerażona, bałam się, że mogła sobie coś złamać. Na szczęście nic takiego się nie stało, ale rozbiła sobie bródkę. Miała strupa, ale nie było jak tego opatrzyć bo znowu siedziała w pralce...liczyłam na to, że zęby ma w całości. Mania w tym czasie powoli zdobywała pozycję kota alfa w stadzie, nie raz przetrzepały sobie futra z Coco, Buba poddała się bez walki. Ponieważ Mania dość dużo czasu spędzała w pokoju na górze i na balkonie, który się tam znajduje, Bajka odważyła się tam wejść znowu. Wejść tak... ale zejść już nie. Tak oto Bajka zamieszkała w pokoju na pięterku jak królewna w wieży. Pocieszające było to, że stopniowo przyzwyczaiła się nieco do mojej obecności, nauczyłyśmy się żyć nie wchodząc sobie w drogę. Ja nie chciałam jej wystraszyć, ona tolerowała moją obecność na odległość. Kiedy wszystkie kotki schodziły na dół biedna Bajka stała przy drabinie, patrzyła ze smutkiem, pomiaukiwała żałośnie....ale nie zeszła.
Tylko tutaj przez pierwsze dwa tygodnie pobytu u mnie Bajka czuła się w miarę bezpieczna.
Mania była znacznie odważniejsza, ale nie znaczy to, że wolna od niepokoju.

Bajka tylko dzięki Mani wyszła z łazienki, podążała za odważniejszą przyjaciółką krok w krok.
Bajka chyba pierwszy raz w swoim życiu próbowała się bawić, niestety do dziś ma z tym problem...po prostu nigdy wcześniej tego nie robiła, nie wiedziała do czego są zabawki i dlaczego duża lata z jakimiś piórkami.
Mania znacznie szybciej doceniła wszelkie akcesoria kocie znajdujące się w domu.
Tak Bajka wyglądała po skoku z góry.
Zdjęcie kiepskie, ale w tamtym czasie ciężko było Bajce zrobić dobrą fotę...tu widać jak wchodzi na górę po drabinie...ten krok sprawił, że na wiele miesięcy zamieszkała "na pięterku".
Od tej pory dół mieszkania oglądała tylko w ten sposób.









niedziela, grudnia 02, 2012

Bajki historia, część I

Bajka, kiedy jeszcze nie była Bajką nie miała dobrego życia. Człowiek ją wziął do siebie z chęci zysku. Może była kotką z hodowli, a może pochodziła z takiej samej pseudohodowli do jakiej trafiła, tego dokładnie nie wiadomo. Nie wiadomo też jak długo była u swej pseudowłaścicielki, ale czas ten wystarczył aby została skrzywdzona na całe swe kocie życie. Jej życie to była klatka, a właściwie jej kąt, w który wciśnięta starała się być niezauważona. Bała się podejść do miseczki, nie wiedziała gdzie się ma załatwiać, a ludzkie ręce kojarzyły jej się tylko i wyłącznie z brutalnym wyciąganiem z kąta klatki, szarpaniem, potrząsaniem i ewentualnym zmuszaniem do kontaktów z kocurkiem. Z tego powodu bardzo boi się ludzkiej ręki, na jej dotyk bezwiednie robi kupę, a to pewnie denerwowało jej ówczesną dużą. Bajka była malutka, w ciążę nie zachodziła więc była źle traktowana, dostawała najgorsze jedzenie, człowiek wyładowywała na niej swą złość bo nie zwracały mu się koszty utrzymania koteczki. Jedyną przyjaciółką Bajeczki była kotka z klatki obok-Mania. Mania była duża, silna i nawet się czasem człowiekowi stawiała pokazując pazurki i zęby i pomimo, że człowiek i Manię ujarzmił to dla Bajki była ona bożyszczem. Ponieważ Bajka nie generowała zysków a tylko same koszty stała się dla pseudohodowcy bezużyteczna. Pewnie trafiłaby ze swojego kąta klatki na ulicę gdyby nie pojawiła się Kasia. Kasia interweniowała z ramienia fundacji w sprawnie likwidacji pseudohodowli. Tym sposobem Bajka i Mania zostały uratowane. Był marzec 2011 roku gdy obie kotki dostały szansę od losu na normalne życie. Kasia, która zna się na kocich nieszczęściach wiedziała, że nie mogą one trafić do fundacyjnej kociarni i, że nie można ich rozdzielić ze względu na łączącą je więź emocjonalną, obie kotki trafiły więc do domu tymczasowego do pani Heni. Nie mogły uwierzyć w to, że człowiek będzie dbał o nie, że będzie je pielęgnował, karmił i kochał....bo pani Henia pokochała je obie i do dziś dopytuje się o kicie. To tu otrzymały swe pierwsze imiona, Mania, która Manią pozostała i Belunia, która przeze mnie została przemianowana na Bajeczkę. To u pani Heni mogły pierwszy raz chodzić swobodnie po mieszkaniu, ale Bajka już wtedy wykazywała oznaki strachu przed większą przestrzenią. Zazwyczaj siedziała za meblami, chodziła tylko pod ścianami, poruszała się na ugiętych łapkach jakby się czołgała. Czasem w nocy wychodziła z pokoju, ale gdy tylko usłyszała najmniejszy szelest, natychmiast uciekała w najciemniejszy kąt. Wzrastało uzależnienie Bajki od Mani. Padło nawet podejrzenie, że bez Mani Bajka po prostu by nie przeżyła. Dopiero w sierpniu 2011 stan Mani pozwolił na jej sterylizację. Niestety Bajka wciąż była niewysterylizowana ze względu na jej stan psychiczny i fizyczny.
W tym momencie swego życia obie kotki trafiły do mnie. Był 26 sierpień 2011 roku.


sobota, grudnia 01, 2012

tajemnica Olkowej alkowy



Od jakiegoś czasu ja i Bajka mamy taki wieczorny rytuał, kiedy idę się kłaść niebieskooka Lady Szczajda już czeka na mnie na łóżku i wymownie patrzy mi w oczy i na ręce gdy się już położę pod kołderką. Oznacza to nic innego jak- to co zaczynamy zabawę??. Nie bacząc więc na godzinę muszę ruszać pod kołdrą nogami i rękami a zimnooka okruszka ma wtedy ubaw. Od jakiegoś czasu dołączył do nas Oli. Ten to się bawi bez skrępowania, Bajka się czai, poluje a toto rude powali się na środku i tylko się obraca na łóżku :) Bez skrępowania przywłaszczył sobie zabawę Bajeczki i ona trzyma się troszkę z daleka, jakby się wstydziła, za to on jest królem i rządzi :). Najzabawniejsze jest to jak w nocy zmieniam pozycję spania i któreś z nich zaczyna wtedy na mnie polować :D....
Nie udało mi się nagrać Bajki (może jutro?) ale za to Oluś pięknie zademonstrował jak się bawi w betach :p