Moja okolica jest spokojna i na szczęście żadnych imprez w pobliżu nie było, jeśli nawet jakieś domówki to bez ekscesów. Zresztą w wielu domach nikogo po prostu nie było bo światła były wygaszone. Niestety znalazł się ktoś komu nie chciało się przejść pięćdziesiąt metrów na ulicę tylko odpalał petardy pod oknami. Najgorzej reagowała Mania...ona ma ogólnie jakiś uraz do głośnych dźwięków, chowała się pod narzutę, uciekała do łazienki. Koło północy, kiedy rozpoczęła się ogólna kanonada najśmieszniejsza była Coco. Musiałam ją wziąć na ręce do okna bo bardzo jej się światełka podobały :), oglądała je jak zaczarowana, ale ona jest głucha. Po jakimś czasie dołączył do nas Olek, jemu też się podobały kolorowe gwiazdki. Buba i Bajka pozostały obojętne na fajerwerki. Po tej kanonadzie całe miasto było zasnute dymem, mam dobry widok bo mieszkam w części miasta położonej wyżej niż pozostała. Ogromna chmura smogu wisiała jeszcze przez długi czas nad miastem. Niestety nie obyło się też pewnie bez wypadków. Niedaleko mnie jest straż pożarna i nie upłynęło pięć minut jak wyjechała pierwsza jednostka. Pogotowie też pewnie miało wiele zgłoszeń.... No ale mamy już nowy 2013 rok i z tej okazji życzę wszystkim wszystkiego co najlepsze, zdrowia, miłości, oby kłopoty odeszły ze starym rokiem a nowy przyniósł pasmo sukcesów na polu zarówno osobistym jak i zawodowym.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
wtorek, stycznia 01, 2013
po sylwestrze
Miałam nadzieję, że go przetrwamy i...przetrwaliśmy. Cały rytm dnia kociego został jednak zburzony i koty nadal nie zachowują się tak "jak zwykle". Mieszkam w pewnej odległości od centrum gdzie była ustawiona scena i odbywał się coroczny miejski sylwester. Zazwyczaj gdy odbywają się imprezy (nawet w lecie przy otwartych oknach) nie jest to bardzo słyszalne, ale w tym roku nagłośnienie było bardzo dobre :/. Po północy tak basy niosło jakby czołgi pod blokiem jeździły. Na szczęście koło drugiej się trochę uciszyło.
środa, czerwca 27, 2012
stare zdjęcia i komputery
Któregoś wieczoru coś mnie naszło na zdjęć oglądanie...nie tych w komputerze, tylko takich prawdziwych, wywoływanych z klisz i robionych na papierze...Mam takich zdjęć kilka albumów, szczególnie z okresu sprzed lat nastu..Piękna pamiątka, mam też album ze zdjęciami ze swojego dzieciństwa, a nawet kilka fotek z młodości moich rodziców, wśród nich są też moje listy do rodziców z kolonii, laurki na Dzień Matki...Oglądając zdjęcia, czytając listy wiele rzeczy sobie przypomniałam, to był taki wieczór wspomnień, ale w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać jacy ubodzy są teraz ludzie (dotyczy to także mnie niestety) bo nie mają żadnych pamiątek, wspomnień..Mamy aparaty w komórkach, zdjęcia zgrywamy do komputerów, piszemy sms-y zamiast listów...a potem to wszystko przepada. Kto z nas robi kopie zapasowe bądź przenosi te rzeczy na trwałe nośniki? Zresztą jaki ma urok oglądanie zdjęć na monitorze? całą korespondencję kasujemy z pamięci telefonów...co po nas pozostanie za lat ..dziesiąt? Chyba każdy z nas chciałby pozostać w czyjejś pamięci, zostawić po sobie coś co tej pamięci nie pozwoli wygasnąć... Przecież żyjąc w ten sposób zapominamy co było zaledwie rok, dwa lata temu i jedynie nasza pamięć może odtworzyć te chwile, ale nasza pamięć jest przecież zawodna, płata nam figle i bez pomocy niestety nie damy rady zapamiętać zbyt wielu rzeczy a tym bardziej nie pokażemy naszych myśli naszym dzieciom tak jak nasi dziadkowie nam pokazywali...-a widzisz tu na zdjęciu to jest brat chrzestnej matki wujka taty, który wyjechał do Ameryki...- może nas to kiedyś nudziło, ale trzeba przyznać, że istniała szansa, że może jak kiedyś tego brata chrzestnej matki...spotkamy to będziemy wiedzieć kto zacz?
niedziela, czerwca 24, 2012
cudny czas
Cudowne trzy dni spędzone w domu...uwielbiam takie weekendy, wszyscy wyjeżdżają, jadą nad wodę gdzie jest pełno ludzi, do Kazimierza czy Nałęczowa gdzie przewalają się tłumy, idą na deptak czy stare miasto przeciskać się w gawiedzi a ja....zostaję w domu. Na osiedlu panuje cisza, dzieci nie krzyczą, samochody nie jeżdżą jest sennie, spokojnie, gorąco...Pamiętam jak jako dziecko jeździłam z rodzicami do cioci do Warszawy. Ciocia mieszka przy Niepodległości, rzut beretem od Pałacu Kultury, dworca centralnego. Z jednej strony okna mieszkania wychodzą na ulicę i pamiętam jak jeździły po niej tramwaje z dzwonkami...taki dzwonek obwieszczał zamknięcie drzwi i odjazd, od strony ulicy panował hałas choć samochodów było o wiele mniej niż w tej chwili, ale z drugiej strony, od podwórka była oaza....klomb z kwiatami, piaskownica, w której bawiły się dzieci, ławeczki, na których siedziały panie wracające ze sklepu i gawędzące z sąsiadką chwileczkę, były gołębie, które nikomu nie przeszkadzały i można je było karmić chlebem pokruszonym, który kilka razy dziennie dostawałam w woreczku, były koty, które wychodziły przez balkon na podwórko (moja ciocia takiego miała) i te dzikie, które ludzie dokarmiali....W takie weekendy jak ten przypomina mi się tamta atmosfera, czas zwalnia, ciągnie się leniwie, usypia w południe...
Kiedyś myślałam, że największym szczęściem jest mieć tłum znajomych, wiecznie gdzieś wyjeżdżać, gdzieś chodzić i z kimś się spotykać. Im więcej poznaję życie tym bardziej doceniam smak samotności wśród kotów (choć trudno powiedzieć, że czuję się wtedy samotna), rozmowę z kilkoma najlepszymi przyjaciółmi, z którymi nawet milczenie nie jest krępujące i właśnie takie chwile jak dziś kiedy pisanie sprawia przyjemność, kiedy robię to co lubię, rysuję, czytam, szydełkuję, robię zdjęcia...czasem mam jeszcze ochotę rzucić się między ludzi ale potem potrzebuję dużo czasu dla siebie, na wyciszenie, skupienie na sobie.
Niestety jutro jest poniedziałek i chcąc nie chcąc dam się wciągnąć w zamęt życia i będę tęsknić do kolejnego weekendu, aby móc znów spowolnić czas na dni kilka...
BUBCIA PO ZEWNĘTRZNEJ STRONIE
MANIA DRZEMIĄCA
MANIA PANI NA OLIMPIE
BEZPIECZNA BAJKA
ROZPŁASZCZONA MANIA
poniedziałek, czerwca 18, 2012
moja Mama
Dziś jest dla mnie wyjątkowy dzień...rocznica śmierci mojej Mamy, czwarta...Czas biegnie nieubłaganie, ból może jest trochę bardziej znośny, ale tęsknota wciąż ta sama...Bardzo mi Jej brakuje, łączyła nas niezwykła zażyłość, przyjaźń, miłość, była osobą, której nie da się zastąpić niczyją obecnością...Płaczę, choć wiem, że to nic nie zmieni, nie rozumiem dlaczego odejść musiała i pewnie nigdy tego nie pojmę... Staram się żyć normalnie, ale każdego, każdego dnia mi Jej brakuje...i kiedy widzę, że robię się do Niej coraz bardziej podobna z wyglądu, z zachowania, że robię coś tak jak Mama czuję, że jest wtedy ze mną... Lubię śnić o Niej bo w snach jest tak jakby żyła wciąż i była przy mnie, tylko wtedy chciałabym się nie budzić....
MAMO BARDZO CIĘ KOCHAM
Subskrybuj:
Posty (Atom)

