Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja kotów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja kotów. Pokaż wszystkie posty

piątek, sierpnia 29, 2014

Post z "odgrzanego" tekstu

Jakiś dłuższy czas temu ktoś poprosił mnie abym napisała zabawny tekst o życiu z wieloma kotami.... Wtedy kotów było jeszcze tylko pięć. Tekst napisałam, osoba, która go zamówiła nie zgłosiła się po niego :( .... więc został w pamięci starego komputera. Dziś właśnie "odpaliłam" grata i tak oto po długiej przerwie dostajecie "odgrzewany" tekścik pt.

KOT PRZYLEPIEC CZYLI DZIEŃ Z KOTAMI W LICZBIE MNOGIEJ


Jest szósta rano. Dźwięk budzika wyrywa mnie z fazy REM, w którą niedawno zapadłam. Z niedowierzaniem sprawdzam czy aby się jakimś cudownym sposobem sam nie przestawił np.na czwartą. Z rozczarowaniem stwierdzam, że nie, czas więc spróbować się podnieść z łóżka. Poruszam więc jedną nogą, która okazuje się być zupełnie wolna..poruszam drugą i okazuje się, że tu mam niejaki kłopot bo przecież śpi na niej biały kot-Coco. Coco jest głucha i nic nie robi sobie z mojego zrzędzenia. Śpi w najlepsze przewalona przez moją nogę...mogłabyś się tak nie wiercić..., a że godzina szósta jest najlepszą porą na spanie dla kota, to ma gdzieś to, że próbuję się uwolnić spod tego pięciokilogramowego ciężaru. Szamoczę się i widzę jak mała, słodka koteczka balijska-Bajka szykuje się do skoku na to, co tak się porusza pod kołdrą, czyli moje nogi. Skacze z radością na swą zdobycz i gryzie mnie w duży palec u nogi ...pobawisz się ze mną, tak lubię polować z tobą... Kiedy prawie spadam z łóżka natychmiast zjawia się czekoladowa królewna-Buba i chcąc mnie pocieszyć liże swoim szorstkim językiem moje powieki. Czuję jakby mi ktoś próbował zetrzeć sen z oczu papierem ściernym...nie martw się, jestem przy tobie.. Zrywam się, czas pędzić do łazienki. Na schodach już czatuje na mnie długowłosa Mania, do wyboru mam albo skoczyć przez poręcz albo spaść ze schodów zaplątana w jej ogon albo przywitać się ze stęsknionym koteczkiem. Co robić?...czekałam tu na ciebie noc całą... Porannych czułości się nie odmawia. Wpadam do łazienki, a tam wyskakuje na mnie z wanny rudy Olek ...jestem gotowy,czy mogę wziąć z tobą kąpiel?... Dzień nabiera rozpędu, kotki szybko zjadają swoje śniadanko i już przymilnie zaglądając w mą twarz próbują sprawdzić co mam na swoim talerzu...może się z nami podzieli?... Kiedy wychodzę z domu cała piątka siedzi w przedpokoju patrząc na mnie smutno...będziemy tęsknić....Kiedy wracam po pracy cała piątka siedzi w przedpokoju...czekaliśmy na ciebie... tak jak zostawiłam ich rano, tym razem jednak pomrukują i pomiaukują radośnie. Nie mogę zdjąć butów gdyż przynajmniej trzy w jednym czasie ocierają się o tę jedną nogę, na której akurat stoję...cieszymy się, ze już jesteś... , klapię więc na podłogę a one radośnie łaszą się do mnie wtykając swe łebki pod ręce do głaskania...Kochamy cię... O tak!...szczególnie kiedy napełniam miseczki porcją obiadową...jesteś dla nas taka dobra.... Swojego obiadu muszę pilnować bo w moim stadzie są takie koty, które potrafią zwędzić kotlet schabowy czy udko kurczaka...dlaczego koty mają jeść tylko kocie jedzenie?... Rozkładam książki, muszę się uczyć, ale najpierw robię sobie herbatę. Wracam do książek a tam w najlepsze rozłożyła się Mania...przepytam cię z angielskiego..., przy próbie jej przesunięcia wylewam herbatę..Biegnę po ręcznik papierowy do łazienki, ale tam okazuje się, ze Olek zrobił sobie z rolki z ręcznikiem drapak...trochę mi się nudziło... i jak chcę to mogę sobie pozbierać te małe kawałeczki do kupy, może się przydadzą. Ogarniam bałagan i słyszę, dziwny dźwięk dochodzący z pokoju na górze. Wbiegam i widzę moje piękne firanki smętnie wiszące na jednej jedynej żabce. Nie pozostaje mi nic innego jak wskoczyć na drabinę i zawiesić je z powrotem. Bajka się temu przygląda...fajnie wyglądasz jak tak skaczesz,prawie jak kot..., będzie miała co znowu obrywać. W kuchni coś spadło. Zbiegam na dół, podłoga jest czarna, to ziemia z kwiatka, który zrzuciła Coco...był taki brzydki...ostatniego jaki ocalał. Przy zamiataniu pomaga mi cała piątka, teraz ziemia jest już wszędzie. Olek położył się w niej i wytarzał...wiedziałem, że się z nami pobawisz.... Łapię gada i wyczesuję szczotką grudki ziemi, kot rozkłada się na plecach z rozkoszą i mruczy, serce mi się roztapia....kochaj mnie kochaj...Z bezsilnością siadam na kanapie i zrywam się jak oparzona...nie zdążyłam do kuwety...znowu Bajka nasikała na łóżko. Próbuję ogarnąć bałagan, w przedpokoju wpadają na mnie Coco, Bajka i Olek...przecież musimy mieć trochę ruchu... Dzień dobiega końca. O tej porze, po kolacji koty mają czas na okazywanie mi swojej czułości. Kiedy siadam do komputera Oli natychmiast zajmuje miejsce obok mnie i wystawia brzuszek do głaskania...zobacz jakie mam tu mięciutkie futerko...Przenoszę się do pokoju, chcę pooglądać telewizję, kładę się i przykrywam kocem. Coco tylko czeka na ten moment...też mi jest zimno wpuść mnie pod spód...Buba nie lubi spać po nakryciem, ale za to uwielbia spać na mnie...nie ruszaj się muszę sobie znaleźć dogodną pozycję do spania...Leżę więc bez ruchu żeby nie przeszkadzać moim koteczkom, powoli drętwieją mi nogi, potem czuję mrowienie w ręce, to najwyższa pora aby wstać i pójść już spać. Idę do łóżka, a tam już czeka na mnie Bajka i Mania....no ściel łóżko bo jesteśmy zmęczone...Kładę się spać. Koło północy budzi mnie odgłos bieganiny po domu...przecież jesteśmy zwierzętami nocnymi.... Nakrywam głowę poduszką, zasypiam....i już dzwoni budzik. Kolejny dzień z kotami się zaczyna. Jak ja to kocham :).

niedziela, kwietnia 13, 2014

gdzie kot mruczący i chleb pachnący

Po wszystkich przebojach ze zdrowiem kocim mamy trochę wytchnienia. Leniwie, bez stresu więc mija koci weekend. Kocie weekendowanie jak wiemy zazwyczaj polega na odsypianiu zaległości z tygodnia :P, a że pogoda nie nastraja na skakanie po balkonie to zaległości są nadrabiane w domowych pieleszach.








Ja za to zacięłam się żeby upiec chleb. Prawdziwy, na domowym zakwasie. Cały tydzień chodziłam, dokarmiałam zakwas, mieszałam, chuchałam. Wczoraj go zarobiłam, dzisiaj ciasto wyrobiłam i upiekłam chlebuś. 

Chlebuś żytni, razowy, najprostszy bo od takiego podobno trzeba zaczynac. Nie wyrósł bardzo bo zakwas jest jeszcze bardzo młody, ale zapewniam Was, że jest tak pyszny jak żaden chleb pod słońcem. Jest puszysty, pachnący, ma doskonały smak...polecam pieczenie własnego chleba!

Wystarczy masło i człowiek się rozpływa :)



sobota, grudnia 07, 2013

pożegnanie z maluchami, choroba Olusia, dobre zakończenie :)

No i maluszeczki pojechały do swoich domków...zleciało jak z bicza trzasł. Joszeczek, od niedzieli jest w swoim domku, w którym otrzymał dostojne imię Wiktor. Jego Duża jest nim oczarowana, kotek jest grzeczny i łagodny, zupełnie niekłopotliwy przytulaczek. Nie płakał ani razu, od razu przystosował się do nowych warunków.
We środę jednocześnie pojechali do Warszawy Photosek i Totuś. Photos trafił do domku z niewiele od niego starszym rudym kotkiem Kitkatem. Na początku trochę prychały na siebie, ale już jest lepiej. Photosek zmienił imię na Nexus. Jego Duzi stwierdzili, że ten kot to aniołek...:).
Od Totusia niestety nie mam jednak wieści :(.
A w miaukotkowie.....
Od kilku dni zauważyłam u Oleczka jakiś smuteczek, chodził osowiały, miał taki "tępy" wzrok, zawieszał się. Myślałam, że może tęskni za maluchami, choć przecież Griszka został w domu. We czwartek Oluś zaczął zupełnie unikać towarzystwa, uciekał w takie miejsca gdzie nikt mu nie przeszkadza. Depresja....tak pomyślałam. Zaczęłam czytać, ale nie pasowało mi to, że jadł, ogonek zadarty do góry gdy chodził. Kiedy w piątek nie chciał się nawet bawić i zauważyłam, że się ślini poleciałam z nim do lekarza. Diagnoza: zapalenie krtani i górnych dróg oddechowych. Dopiero do mnie dotarło, że Oli całkiem zamilkł. Nie wydawał tych swoich charakterystycznych ćwierkań i biadoleń, nawet nie mruczał. A zawsze wydawało mi się, że tak dobrze znam moje koty :(. Przeoczyłam pewne objawy. Na szczęście Olinek dostał lek przeciwzapalny i antybiotyk i już po powrocie od weta było widać poprawę, a kiedy rano usłyszałam po przebudzeniu jego biadolenie to była to dla mnie najpiękniejsza muzyka :). Od rana też Oli szaleje z Griszką. Ich najlepsza zabawa to oczywiście walka. Nierówna bo nierówna, ale tłuką się ile wlezie. Mały drze się jak opętany jak go Oli dusi i gryzie, ale nie ucieka od niego, wręcz przeciwnie, sam go zaczepia. Fajnie tak na nich patrzeć. Oczywiście potrzebowałam wsparcia bardziej doświadczonych cioć kocich bo jak słyszałam te wrzaski to myślałam, że Oli morduje Griszkę. Cioteczki mnie ustawiły do pionu, że tak ma być, mam się nie wtrącać, to są sprawy między kotami :)
Griszeczka walczy z myszką

Mania daje klapsa Griszce

Zauważyliście, że kiedy kot atakuje to zamyka oczy? To chyba obrona przed przypadkowym uszkodzeniem oka...

Oluś i Griszka podczas zabawy (grzecznej)

Tak wyglądał Oli...takie "tępe" spojrzenie dawało mi do myślenia....

Sama słodycz

Coco zapatrzona w płatki śniegu

Od rana zapasy w tuneliku

Groźna mina Griszki miała odstraszyć Manię

I tak się chłopaki tłuką, zobaczcie na uszy, ja myślałam, że to na poważnie.

Z drugiej strony ktoś musi Griszkę nauczyć jak się bić po kociemu :)

Widać dość mu się to podoba.

I tak się gryzły cały poranek.

Gdyby coś było nie tak to przecież by Gricha uciekł.

Buba oddaje się najulubieńszemu zajęciu.

Coco zresztą też :)

sobota, listopada 30, 2013

srajdki,srajdki,srajdki,srajdki.....srajdki ;)

Musicie mi wybaczyć milczenie zarówno na moim blogu jak i w komentarzach u Was. Wpadam na blogi zobaczyć co u kogo słychać i niestety nawet nie mam kiedy napisać. W pracy, wiadomo, przerwa na śniadanie za krótka, a w domu....sami rozumiecie :). W sumie przecież mam na głowie dziewięć kotów. Najbardziej absorbujące są oczywiście maluchy. To żywioł w czystej postaci. Na początku maluchy były niezdarne, dużo spały, sporo jadły....Teraz jest zupełnie inaczej :) Wyłapanie i zamknięcie w łazience czwórki srajdków jest nie lada sztuką. Kociaki zasuwają jak perszingi i na dodatek potrafią się chować w takie miejsca, że przy wyciąganiu albo nabijam sobie guza albo jestem spocona jak mysz przy porodzie :). Jeśli chodzi o spanie to jest go znacznie mniej. Jedynie nocna przerwa daje wytchnienie, tego udało mi się je nauczyć, śpią od 22 do 7 rano!! Natomiast jedzenie...o matko! ileż one mogą wciągnąć. Jedzą na szczęście i suchą karmę (aplaws kitten) i puszeczki (royal, animonda) i surowe mięsko (wołowinka) i gotowane mięsko (kurczak,indyk). Oczywiście zdarza im się podjadać z misek dorosłych kotów :). Srajdzioszki zostały już dwukrotnie odrobaczone, raz zaszczepione i odpchlone. Wszystkie maciupeńtasy już znalazły swoje domki. Jak pamiętacie Joszeczek był zaklepany od początku. Jako drugi znalazł domek Totuś. Okruszek będzie mieszkał w Wilanowie. Potem, również w Warszawie, ale na Saskiej Kępie, domek znalazł Photosek. Będzie miał kocie towarzystwo niewiele starsze od niego. No i ostatni Griszka :), który zamieszka w miaukotkowie :D . Jak widzicie wszystko ułożyło się dobrze, jesteśmy cali, zdrowi i szczęśliwi.
Totuś i Photoś

Totuś i Photoś

Griszka i jego wielkie brzuszysko

Photos spogląda na Manię

Photos i Griszka

Griszeczka

Griszka i Oluś

stoicko spokojny Toteczek i podgryzający Griszka

Griś obserwator

Griszka (1.270g) i Totuś (890g) i tę różnicę widać

Oluś w rejonach podsufitowych

Griszka z Totusiem

sobota, listopada 16, 2013

figlarze

Moje kotuśki kończą za dwa dni dwa miesiące. Przyjęłam umowną datę ich urodzin na 17.09.2013. Oczywiście mogę się mylić, ale raczej im odjęłam niż dodałam wieku i myślę, że to im nie zaszkodzi. Dwumiesięczne...jejku to już są koty! Griszka waży już 823g!!! kawał kocura. Kociambry sa już po drugim odrobaczeniu, które również nie wykazało życia wewnętrznego. W tym tygodniu wszystkie już nauczyły się pić wodę z miseczki, choć Griszeczka na początku robił to jak indyk czy inny pierzasty stwór.
Wszystkie kotki spróbowały też pierwszy raz w życiu surowego mięska. Matko! co to było za przeżycie. Surowe mięso obudziło w tych maleńkich istotkach dzikie instynkty i o dziwo najdzikszym okazał się najmniejszy Totek....film proszę oglądać z dźwiękiem :).
Ciekawość maluchów zaczęła wykraczać poza granice łazienki. Już odkryły, że za drzwiami jest zupełnie inny, fajniejszy świat, przedpokój, po którym można pędzić w galopie, pokój-kocia bawialnia, schody do wspinania i przede wszystkim, że są tam inne koty!!! Maluchy wcale nie są skrępowane ich obecnością. Co prawda Mania i Coco syczą jak 100% żmije ale za to Olek!! Olek jest cool! A jakie fajne są tam puffki do spania, a jakie wielkie kuwety do kupkania, ile kryjówek i drapaki...no i teraz maluchy w łazience tylko sypiają i jedzą :).
Griszka docenia wygodę

Griszki spotkanie z Coco

Oluś ciekawy

Totek i Oluś

Ty! duży kocie, a kysz z mojej puffki!

igraszki na puffce i podglądacz

Photos i Oli

Oli, Photos i Griszka

ta sama trójka

Oli opiekuje się Joszkiem

fajny ten drapak

dzie ja jezdem?

a pójdę sobie wyżej

co!? jeszcze tyle schodów?

kotki wiedzą co dobre

puffka zaklepana