sobota, kwietnia 13, 2013

hummus- moje odkrycie

Każda z nas chce dobrze wyglądać na wiosnę. Ja też. Jednak to o czym napiszę nie jest podyktowane tylko dążeniem do wyglądu idealnego. Dawno już zrezygnowałam z restrykcyjnych diet-cud, szukając bardziej sposobu odżywiania się a nie diety. Zdawałam sobie sprawę, że moje odżywianie pozostawia wiele do życzenia, odbija się negatywnie na moim zdrowiu i niestety smakuje mi coraz mniej. Zawsze uważałam się za mięsożercę i nie wiem czy uda mi się zrezygnować całkowicie z mięsa. Póki co zrezygnowałam zupełnie z wędlin a spożycie mięsa "na obiad" spadło do jednego mięsnego posiłku w tygodniu. 
  A wszystko zaczęło się właśnie od poszukiwań...tak trafiłam na akcję zostań wege na 30 dni . Zapisałam się na program. Codziennie otrzymuję maila z przepisami, informacjami, wywiadami i ciekawostkami na temat diety wegańskiej. Nie chcę nikogo namawiać bo jest to indywidualna sprawa każdego z nas. Chcę natomiast podzielić się swoim odkryciem, czymś na punkcie czego dostałam tak zwanego świra :)
Jest to hummus. Jest to pasta, której używam do smarowania pieczywa, grzanek (tak, tak pieczywo jem normalnie). Robię sobie te pasty w różnych wersjach, można tu poszaleć. Zastępują masło, wędliny, nawet dżemy czy miody. Podstawą takiej pasty jest tahini, które można kupić gotowe albo zrobić samemu.
Przepis na tahini własnej roboty:
ziarna sezamu
olej sezamowy, może też być oliwa z oliwek
ząbek czosnku
sok z cytryny
wszystko miksujemy aby powstała jednolita masa, aby wzmocnić smak sezamu można wcześniej zarumienić sezam na patelni.
Takie tahini można przechowywać kilkanaście dni w lodówce.
Dziś na śniadanie przygotowałam sobie dwa rodzaje hummusu
Hummus z cieciorką
cieciorka z puszki
czosnek 
oliwa z oliwek
sól
tahini
sok z cytryny
wszystko oczywiście miksujemy...ja mam mikser zepsuty więc ugniotłam widelcem. Proporcje nie są sztywnymi ramami, wszystko zależy od naszego podniebienia.

Hummus ze szpinakiem
trochę cieciorki z puszki
liście świeżego szpinaku
sól
sok z cytryny
czosnek
oliwa z oliwek
tahini
wszystko oczywiście miksujemy lub jak ja drobniutko siekamy i gnieciemy widelcem.
Tak przygotowany hummus możemy przechowywać w lodówce nawet trzy dni.
Chcę dziś jeszcze wypróbować przepis na słodko czyli tahini z melasą. Tą pastę miesza się w dowolnych proporcjach i można nią smarować ciastka, naleśniki, polewać owoce, lody....kto co sobie wymarzy.
Na obiadek dziś jem komosę ryżową z warzywami, a na deser amrantusa z hummusem z melasą :D.
Ach i muszę wspomnieć o słodzeniu herbaty i kawy melasą trzcinową. Smak jest niesamowity-polecam!!
Mam niestety mało czasu na swoje robótki ostatnio, ale koleżanka poprosiła mnie o spagetti na szyję więc spięłam się i wydziergałam kolejny szaliczek...ten jest ciut bardziej wiosenny, lekki więc jeszcze go ponosi :)
A w kocim świecie lekkie poruszenie wiosenne. Wczoraj mój rudy ogrodnik próbował się dobrać do mojej kolekcji fiołków, która jest umieszczona wysoko na regale. Niestety dwie doniczki zrzucił i zmaltretował roślinki...czy przeżyją to się okaże.





I jeszcze jedno zdjęcie "potfffora namiotowego", widok z mojego okna z pracy. Czy Waszy zdaniem to zdjęcie jest demoniczne? czy tylko ja mam takie wrażenie?









niedziela, kwietnia 07, 2013

co się dzieję zimową wiosną :)

Witam po długiej przerwie spowodowanej jak u wszystkich przedłużającą się zimą. W takiej scenerii (zimowej) wszystko wygląda jakoś gorzej i chęci do życia blogowego i nie tylko brak. Ale, ale...dziś u nas przedziera się słoneczko i od razu witalność powraca :). Nie ma co tu jeszcze mówić o radosnej wiośnie, ale promyk nadziei na nią błyska.

W każdym razie koty wyglądają wiosny bardzo i pomimo udostępniania im spacerniaka ewidentnie tęsknią za półkami na balkonie.

Póki jednak półki na balkonie są niedostępne do zabawy zostały wykorzystane szuflady szafki. Oczywiście Coco w mig załapała jakie dają możliwości.

Mania zastanawiała się dość długo czy aby na pewno zabawa będzie bezpieczna.

Kiedy zdecydowała się uczestniczyć w zabawie okazało się, że szuflady są o rozmiar za małe.

Bajka natomiast wolałą wszystkiemu przyglądać się z bezpiecznej odległości.

Bajka ogólnie ostatnio upodobała sobie wygrzewanie się przy kaloryferze. Jest ona chyba najbardziej ciepłolubnym kotem w moim stadzie. Ciekawe czy ma to związek z tym, że jest również najszczuplejszym kotem z całej ferajny?

Muszę wam powiedzieć, że czynimy następne postępy, co jest dla mnie niewypowiedzianą radością :D. Otóż Bajka pozwala mi łaskawie się dotykać już nie tylko w łazience ale również na otwartej przestrzeni. Specjalnie nie piszę - głaskać- bo głaskaniem tego nazwać nie można. Pozwala mi dotykać futerka czubkami palców, ale najważniejsze jest to, że nie ucieka. Zaczęła też przychodzić do łóżka i sypia przytulona do mnie :). 

Buba moja kochana czuje się dobrze choć ślad w postaci łysego miejsca nad oczkiem po chorobie pozostał. Nie uwierzycie mi pewnie, ale Buba stała się kicią, która bawi się już nie tylko "paczeniem". Fajnie jest ją widzieć biegającą za światełkiem laserka.

Wiąż jednak ulubionym zajęciem czekoladki jest słodkie lenistwo :P

Rudy zaś rośnie i pięknieje w oczach.


Lada moment Oli skończy rok.


Pomimo swojego wyglądu jest jednak jeszcze strasznym dzieciakiem.


Trochę żałuję, że go nie wystawiam bo kawaler z niego piękny. Niestety Oli nie cierpi hałasu, obcych ludzi i myślę, że wystawa byłaby dla niego stresem nie do zniesienia.

Na wystawę spokojnie mogłabym zabrać za to Coco, ona się niczym nie stresuje...ostatnio ucieka w odwiedziny do sąsiadów jak tylko ma okazję.


Maniusia za to uwielbia spacery po klatce schodowej....a taka była nieśmiała i wcale nie chciała kiedyść za próg wyjść.

A ja pomimo zmęczenia i braku czasu ciągle coś robię.

Np. serwetkę dla pani z poczty. Wysyłałam kiedyś na poczcie serwetkę do kogoś. Nie miałam koperty więc pakowałam ją dopiero na poczcie. Zobaczyła to pani z okienka i zamówiła u mnie serwetę. Wymiar serwety 100/60 cm.

Jakiś czas temu ostała mi się taka butelka. Szkoda mi było jej wyrzucać (myślicie, że to pierwsze symptomy zbieractwa?) . Nie wiedziałam co z nią zrobić. Miałam ją pomalować ...i wtedy wpadłam na inny pomysł.

Zrobiłam butelce ubranko :)...całkiem dobrze w nim wygląda.

Ponieważ zima nie odpuszczała zdecydowałam się też na zrobienie szaliczka-spagetti.


Powiem szczerze, że to był bardzo dobry pomysł, trochę mi rozweselił tę zimową aurę.

Na dodatek okazał się na tyle fajny, że dostałam zamówienie na zrobienie drugiego.

Wprawę już mam więc w następnym roku pewnie szaliczki będę mnożyć :)

Tak wygląda szaliczek "w noszeniu" :))


I na koniec wisienka na torcie :D 
Miałam przyjemność spędzać święta w towarzystwie przesympatycznej dziewczynki :). Czteroletnia Klaudynka skradła moje serce. Postanowiłam zrobić jej wiosenną niespodziankę:

i wydziergałam romantyczną sukienusię dla małej strojnisi :)




















niedziela, marca 17, 2013

Kocie futra i potrzeby zabaw

My kociarze kochamy nasze koty. Kochamy im kupować zabaweczki, dobre jedzonko i wygodne posłanka. Chodzimy z naszymi pupilami na szczepienia, drżymy gdy któryś kichnie bądź nie może się wysiusiać...wszyscy posiadacze kotów to znają (Ci odpowiedzialni rzecz jasna). Nasze koty żyją w dobrobycie i błogostanie. Nie do końca jest to zgodne z ich pierwotną naturą, wszak kot to łowca, zwierz dziki...udomowiony i położony na kanapę przez człowieka. Natury się oszukać nie da. W każdym kocie drzemie ów łowca, tyle że rozleniwiony przez człowieka. Od dłuższego czasu obserwuję moje stado. Rytm dnia ustalony moimi porami wstawania i pracy, a co za tym idzie ustalone pory posiłków, które natychmiast ułożone na łóżku, parapecie czy posłanku, odkładają się grubą warstwą tłuszczyku na brzuszkach moich kociaków.





Jak już wspomniałam, od dłuższego czasu obserwowałam to nasilające się lenistwo wśród mojego stada. Oczywiście można zgonić na zimę, że niby wiosną balkon będzie otwarty, więcej ruchu koty będą miały, ale póki co jest zima i nie mogłam pozwolić aby koty tak zalegały tylko. 
Od kilku tygodni staram się intensywnie moim kotom organizować czas. Nie mam tu na myśli ciągłego biegania z wędką tylko robienie ciągle czegoś z kotami, tak by wciąż miały coś do obserwowania, szukania, coś do robienia. Nie wiem też czy takie zabiegi są do wykonania z innymi kotami. Ja mam to szczęście, że trzy z moich kotów są bardzo ciekawskie. Pierwszy raz moje koty np. poznały w tym roku co to śnieg.

 Do tej pory nigdy w zimie nie wychodziły na balkon ani parapet. Tym razem postanowiłam, że będzie inaczej. Codzienne spacery, naprawdę kilkominutowe, pobudzają moje stado bardzo. Po takim spacerze gonitwom po domu nie ma końca :)


Nawet jeśli się później poukładają w ciepłych miejscach i zasną to jestem spokojna, że trochę energii wyczerpały.

Do codziennego menu weszły też nasze wspólne zabawy. Jak się okazało takie zabawy to świetny sposób aby się koty ze sobą jeszcze bardziej zżyły. Podczas takich zabaw nikt nie patrzy, że skacze na drugiego, że zabiera mu zabawkę. Trochę to trwało zanim np. Bajka dołączyła do bawiącego się stada, ale dołączyła. Jakież było jednak moje zdziwienie kiedy Buba do tej pory preferująca zabawę tylko w formie paczenia, dołączyła do nas. Tak, tak, nawet ona potrafi fikać za piórkami :). Dodatkowym plusem takich igraszek jest fakt, że koty coraz częściej nawet beze mnie bawią się wspólnie. Kiedy Bajka się nudzi to zaczepia Olka i uskuteczniają gonitwy, a kiedy Bajce się znudzi to Oli maltretuje Bubę.




Kolejną korzyścią ze wspólnych zabaw jest integracja Coco z całą grupą. Coco zawsze była odizolowana przez swoją głuchotę. Niby była w stadzie, ale zdarzało jej się nerwowo reagować na pozostałe koty. Powoli nerwowość przeszła w obojętny spokój, a potem we wspólne wariactwa. Teraz Coco potrafi się ganiać zarówno z Olkiem jak i z Bajką, a ostatnio nawet z Bubą. Dystans zachowuje jedynie do Mani. Mania też bardzo lubi zabawy. Potrafi tak wariować, że muszę przerywać zabawę bo dyszy jak pies. 
Po tym wszystkim mogę spokojnie patrzeć jak zalegają w różnych zakamarkach i miejscach służących na różnoraki sposób do spania, grzania się i leniuchowania.






Chciałam się też dziś z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami odnośnie czesania kotów. Nie miałam nigdy tego problemu dopóki moje stado nie powiększyło się o koty długowłose. Ale którymś razem podczas czesania Mani zauważyłam kołtunki na tylnych łapkach od wewnętrznej strony. Zrobiły się pomimo czesania! żal mi było wycinać futerko. Nie mając doświadczenia próbowałam w sklepie zoologicznym podpytać czym powinnam czesać main coona. Okazało się, że pan w sklepie wiedział mniej niż ja. Pomogła mi hodowczyni syberyjczyków i Maniowe kołtunki zostały rozczesane.Potem kiedy doszedł Oli okazało się, że przy nim szczotka się nie sprawdza tak dobrze jak przy Mani. Każda sierść jest inna i potrzebuje innego narzędzia.

Furminator. Najlepsze co może być dla Buby czyli Brytyjczyk z gęstą, krótką sierścią o grubym podszerstku. Rewelacyjnie usuwa nie tylko wypadający podszerstek ale przede wszystkim martwe, ostre włosy. Mało tego nie drapie kota bo ma malutkie ząbki, Buba traktuje czesanie furminatorem jak porcję pieszczot. Innych narzędzi nie znosi.

Szczotka. Uniwersalna, nadaje się do czesania Main coonów, syberyjczyków, jak kotów krótkowłosych z gęstą sierścią jak Coco, choć w przypadku Coco najlepiej sprawdza się odkurzacz....tak, tak Coco jest odkurzana. Czesania zbytnio nie lubi. Trzeba jednak pamiętać, że przy kotach długowłosych ta szczotka raczej tylko usuwa martwy włos i rozczesuje długie włosy. Aby dotrzeć głębiej w sierść należy użyć grzebienia. I tu przestrzegam przed takimi grzebieniami.

Zęby tego grzebienia są jakoś źle osadzone i łapią długą sierść wyrywając ją całymi kępkami, koty nie chciały się tym czesać.
Natomiast bardzo polecam mój ostatni nabytek.

Oba grzebienie były w komplecie. Mają bardzo dobrze obsadzone zęby, odpowiedniej długości do długiej, gęstej sierści, dodatkowo rączka jest z takiego tworzywa do którego wyczesana sierść się przykleja a nie fruwa po całym mieszkaniu. Po czesaniu można łatwo sierść zebrać i usunąć.


Wiem, że zima ponownie zagościła nie tylko u mnie, ale u nas wszystkich, niemniej chciałam pokazać jak wyglądała moja droga do pracy w piątek. Zaznaczam, że zdjęcie jest robione w centrum Lublina, to nie jakaś tam leśna dróżyna.....:)

i na koniec balkonowe śnieżki :D