piątek, grudnia 28, 2012

Oli wykastrowany

Na wczoraj mięliśmy zaplanowaną kastrację Olusia. Co prawda kocurek ma dopiero osiem miesięcy i nawet nie myślał o tym by zacząć znaczyć, ale okazało się, że jest jednostronnym wnętrem i nie ma na co czekać z kastracją. Już dzień wcześniej zaczęłam go głodzić. Całe stadko niestety też musiało troszkę z jedzonkiem przystopować żeby nie kusić Olusia np. suchym w miseczkach. Koło dwunastej zawiozłam Olinka na zabieg. Niestety nie udało się obu jąderek wyjąć przez mosznę i kocio ma wygolony brzuszek i założone dwa szwy w pachwince. Koło szesnastej pojechałam odebrać koteczka. Pani doktor jednak powiedziała, że Oli dostał duszności i musi zostać jeszcze pod kroplówką. Poprosiłam o możliwość zobaczenia mojego księciunia. Ja na jego miejscu też bym duszności dostała...toż on był zawsze tylko ze mną i z czterema kocicami a tu było bardzo dużo zwierząt, kotów, psów. Po świętach był jakiś armagedon, takiej ilości pacjentów nigdy jeszcze nie widziałam...niestety głównie zwierzęta przejedzone, ze skrętem żołądka, z ościami w dziąsłach....Wszystkie piszczą, szczekają, miauczą...I jak mój Oli miał nie dostać duszności?? Zdecydowałam, że zabiorę go do domu, pani doktor zna mnie nie od dziś i wie, że może mi wydać zwierzaczka, tym bardziej, że i jej zdaniem duszności wynikały ze stresu. Na wszelki wypadek w łapce zostawiłyśmy wenflon gdyby był konieczny powrót do kliniki i podanie kroplówki. Oli po powrocie był jeszcze kołowaty, szukał sobie miejsca, kręcił się, trochę próbował lizać, ale po godzinie już był spokojny, żadnych problemów z oddechem. Wyjęłam mu wenflon i kotek nareszcie spokojnie zasnął. Pani doktor jeszcze wieczorem, przed zejściem z dyżuru zadzwoniła pytając jak się czuje pacjent. Noc była dla mnie ciężka bo chodziłam sprawdzać czy wszystko w porządku, bo dopiero koło trzeciej nad ranem przyszedł spać do łóżka. Rano dał o sobie znać głód. Musiałam aż pochować miseczki bo jakby mógł to zjadłby wszystkim i wszystko. Teraz sobie drzemie, ale czuje się bardzo dobrze. Zaskoczył mnie mile telefon od pana doktora, który operował Olusia. Pan doktor dzwonił zapytać czy Oli się dobrze czuje, czy zjadł i czy nie ma jakiegoś problemu z ranką...Cieszę się, że już po wszystkim.
Muszę się jeszcze pochwalić swoim malowidłem naściennym. Jakiś czas temu wymyśliłam sobie, że na występie ściany u siebie w sypialni chcę mieć motyw kwiatów z zasłon...trzy godziny malowania i...mam :)
kwiaty na zasłonach....i Oli oczywiście :)

kwiaty na ścianie

13 komentarzy:

  1. Biedny Oli :-(
    Dobrze,że się tak skończyło...
    Czekoladowy też jest wnętrem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olcio szaleje z myszką, już nie pamięta co było wczoraj :)
      Krysiu, jeśli Czekoladowy jest wnętrem to koniecznie trzeba go wykastrować, niestety to jest niebezpieczne dla zdrowia koteczka :(

      Usuń
  2. Oluś zuch! Fajnie, że wszystko jest dobrze i że kotek nie pamięta!Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. siły mu wracają, zaczyna rozrabiać :P

      Usuń
  3. AAA...malunek na ścianie też fajny:D...dobre miejsce na taką dekorację

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak mi ta ściana pusto wyglądała, teraz jest ciekawiej :)

      Usuń
  4. Dobrze, że Oli ma już zabieg za sobą. A malunek...piękny, taki w moim guście ;) podziwiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. dziękuję ..:) może się też wreszcie wezmę za krzesła :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Oluś dzielny :) Dobrze, że koteczki nie przeżywają minionego zabiegu, a może przeżywają, tylko na swój sposób?
    A wzór na występie ściennym idealny!
    Hmmm, też mam taki sam występ i jakiś czas temu się zastanawiałam nad ozdobieniem go. Dodałaś mi Aniu więcej mobilizacji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. mam nadzieję, że pokażesz swoje dzieło :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oluś jest pięknym kocurkiem,hyymm,w takim kolorze jeszcze nie mam koteczka.Dobrze że wraca do formy.
    Ściana jest super,:)

    OdpowiedzUsuń
  9. rudzielec to było moje marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się też marzy rudzielec od początku, nawet szukając pierwszego kota chciałam już, żeby był rudy... Ale po drodze wpadł mi w oczy bury Malaga i już nie było się nawet co zastanawiać. :) Ale kto wie, może w przyszłym roku, jeśli będę szukała Maladze kumpla trafi mi się ten wymarzony rudzielec... chyba że znowu jakieś inne cudo wpadnie mi w oczy. :)

      Świetny ten malunek na ścianie, podziwiam talent!

      Usuń